O autorze
Pani Matka, autorka bloga www.cozamatka.pl, bez wyrzutów sumienia zamawia pizze na obiad, myli imiona czwórki swoich dzieci i błyskawicznie zasypia przy zabawie lalkami lub lego. Lubi napić się piwa i przekląć, gdy dzieci nie ma w pobliżu. I o tym właśnie jest jej blog, o rodzicielstwie bez żenady.

Energia dziecka vs Energia rodzica

Rodzice potrafią codziennie zadawać sobie wciąż to samo pytanie: czy moje dziecko kiedyś się zmęczy? Naprawdę zaskakujące są te pokłady dziecięcej energii, które prawie nigdy się nie wyczerpują a nawet jeśli już, to nie wtedy kiedy byśmy sobie tego życzyli. Poniższy wykres pokazuje, że potrzeby dziecka są sprzeczne z możliwościami dorosłych.


W nocy jest spokojnie. Zarówno nasza jak i dziecka energia jest na poziomie 0%. Około godziny 5 młode się przebudza co zmusza nas do działania. Nie mamy na to siły. Nasza energia pozostaje bez zmian.

O godzinie 7, gdy dziecko dobija do 100% swoich możliwości, my ratujemy się pierwszą kawą. Dopiero po godzinie przestajemy ziewać. Te pierwsze 60 minut ZAWSZE jest tak samo trudne.
W tym czasie, kiedy my po kawie w końcu odżywamy, dziecka energia nieznacznie spada. Wtedy najczęściej siada i nas obserwuje albo idzie się bawić. By nie dać o sobie zapomnieć woła nas co 5 minut, aby pomóc mu coś znaleźć.

O 11 całkiem nieźle się trzymamy. To jednak tylko chwilowe, bo za moment nasza energia zacznie nieubłaganie spadać i już tylko będzie coraz gorzej. W tym czasie 3 - latek ma problemy ze zmęczeniem. Zamiast drzemki upiera się przy zabawie w konika, gdzie rodzic oczywiście jest koniem. I tak do godziny 14. Dziecko wtedy znów jest w szczytowej formie a my walczymy z cholernie ciężkimi powiekami. To idealny czas na zabawę w pozycji horyzontalnej.

Ten krótki odpoczynek zazwyczaj działa. Czujemy się lepiej i nasza energia wzrasta. W przeciwieństwie do aktywności dziecka, które zaczyna snuć się po domu nie wiedząc co ze sobą zrobić. To dobry moment na ugotowanie obiadu pod warunkiem, że znajdziemy wcześniej dziecku zajęcie. Inaczej czeka nas siekanie marchewki z marudą przyklejoną do naszej nogi.


Godzina 18 to prawdziwy chaos. Przez godzinę dziecko biega, skacze, krzyczy i płacze. Gdy dziecko po raz piąty w ciągu ostatnich 30 minut zalewa się łzami my już tylko odliczamy sekundy do jego kąpieli. Staramy się wykrzesać z siebie resztę energii, by podołać temu zadaniu. Na darmo. Z ulgą odkładamy malca do łóżka i już się cieszymy na myśl o relaksie, który nas czeka. Musimy jeszcze tylko posprzątać kuchnię po kolacji i salon z zabawek. Fuck!
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...